czwartek, 5 września 2013

Promyk Nadziei



No właśnie, to jest promyk nadziei. Dzisiaj pojechałam na oddział chemioterapii na spotkanie ( wcześniej było planowane)z tamtejszą panią dr . Wyczekałam się na korytarzu aż przyjdzie z konsultacji, no i przyszła, długie czekanie  z duszą na ramieniu , wielkim strachem i smutkiem , obrzydzeniem przed zaplanowanymi chemiami , których miało być 12 - co tydzień . Katastrofa! Trzy miesiące rzygania i cierpienia nie wyobrażalnego dla zdrowego człowieka, leżenia w łóżku, smrodu każdej rzeczy , kuchni , wypranego prania , wszystkiego co ma jakikolwiek zapach. Spuchniętego brzucha, że nawet prześcieradło uraża , mdłości i dławienia przy każdym ruchu , bólu żołądka chcącego wyskoczyć przez gardło. Tak właśnie się działo cztery lata temu.
Wreszcie weszłam, przede mną Pani dr poprawiająca makijaż przed lusterkiem, pudrująca twarz i okrutnie zdziwiona co ja u niej robię i mam w ogóle czelność coś chcieć .
Pyta
- a pani??????
- miałam się zgłosić dzisiaj  na 13:40 po konsultacjach
- jak nazwisko
Przedstawiłam się i kontynuowałam.
-kazała mi Pani zrobić badania 10 w poniedziałek  i dzisiaj się zgłosić z wynikami.
-a gdzie kartoteka?
-nie wiem, przyszłam jak mi Pani kazała , jestem z przerzutami do kości.
Po czym ona  na mnie wyskoczyła :
-tutaj  jest ponad dwieście pacjentów z przerzutami.
Tragedia , nie mogła znaleźć wyników , twierdziła , że są w poradni. Odesłała mnie z karteczką po kartotekę , kupony i wyniki. Szczyt poszanowania pacjenta. Obcesowość i rutyna, traktowanie pacjentów z buta. I znowu od drzwi do drzwi , w poradni wyników też brak, miła pielęgniarka informuje mnie żebym poszła do laboratorium po odpis. Godzina 15 a ja jak głupek  chodzę i proszę , panie chcą już iść do domu ale pomagają jak mogą.
W końcu po wielu narzekaniach przed inną czekającą pielęgniarką ,która stwierdza , że w ogóle lekarzom nie zależy a dzięki nam pacjentom żyją.
I znowu wchodzę do Pani dr , która ogląda wyniki i stwierdza
- chemii Pani nie dam, bo po co, żeby szpik kostny uszkodzić? Morfologię ma Pani lepszą ode mnie, kreatyninę dobrą, markery dobre, organy zdrowe, płuca czyste. Jest Pani ponad trzy lata po operacji , po chemioterapii, ponad trzy lata nie miesiączkuje Pani i nie ma sensu Pani truć.
Zmieniła mi hormony , mam brać przepisane przez Panią ordynator wlewy wapna dożylne i za 8 tygodni powtórzyć tomograf żeby zobaczyć jak się wchłonęły zmiany.
I to jest mój promyk nadziei, że nie muszę cierpieć  skutków chemioterapii, że mogę psychicznie odpocząć i mogę się nie bać. Psychicznie wysiadałam , nie mogłam wszystkiego powiedzieć mamie dopóki się nie upewniłam na czym stoję. Przecież zawsze jest jakieś światełko w tunelu, które rozjaśni wszystko.
A prognoza była taka
- może Pani Żyć 4-5 lat , kilka miesięcy w zależności jak postępuje choroba.
Wielki dół psychiczny , rozpacz i płacz , którego nie mogę pokazać w domu, przed mamą i dziećmi
I wiadomość , że muszę mieć chemię. Wyniki badań tomografy stwierdzające przerzuty do kości kręgosłupa- 5 kręgów , kość krzyżowa , biodrowa i ósme żebro . Na domiar złego zagrożenie złamaniem kompresyjnym kręgosłupa z powodu złamanych jakichś płytek w kręgosłupie.
Potem rezonans potwierdzający i jeszcze uzupełniający jeszcze o dwa następne kręgi.
Jak ma myśleć  kobieta , która ma jeszcze nieletnie dzieci w wieku szkolnym , a najmłodszy Syn ma 9 lat?  Totalne załamanie! Nie wiem ile nocy przepłakałam i nadal płaczę bo się boję, że nie będę żyć długo z takimi rozległymi zmianami.  Najważniejsze to ogromne wsparcie w pracy ,w  biurze , moich koleżanek , byłej nauczycielki Alinki. Tylko mąż przeszedł nad tym bez echa , wygląda jakby się nawet cieszył. Zero komentarza , zero reakcji na moje nocne wycie jak mi nerwy puściły. Tylko syn  ze mną płakał i się martwił . Wiedział wszystko jako pierwszy. Później gdy powiedziałam córce, że musze mieć chemię, strasznie płakała. Przytuliła się do mnie i powiedziałam jej żeby nie płakała, że wszystko jest do wyleczenia , tylko trzeba walczyć.
Może mój mąż robi to, co ja zrobiłam, ale nie mogłam inaczej postąpić – też mam swoją dumę.

wtorek, 22 stycznia 2013

Dlaczego wygrana?

W styczniu 2011 roku na nierozwiniętym blogu podpisałam się „wygrana”.
Otóż całe życie borykam się z różnymi problemami i nie daję za wygraną ale największy cios jaki mnie przygniótł to rak , operacje , ciężka chemioterapia , radioterapia itd. Kiedy dowiedzialam sie ochorobie tak nagle po operacji ropnia i wynikach histopatologicznych musiałam wyprowadzać z dołu nie siebie ale moje dzieci , mamę i postanowiłam potraktować to jak grypę . Nie chorowałam ze szwami jeździłam do pracy między ludzi , potem bez włosów niejednokrotnie perukę mialam na półce w pracy albo w torebce jak mnie bolała głowa . Najlepsze były reakcje ludzi moich klientów – zdziwienie , zawstydzenie a może zakłopotanie i nie wstydziłam się rozmawiać o problemie , o chorobie.
Przeszłam koszmarną chemioterapię i nie chorowałam. Może to błąd?
A może dzięki temu wygrałam ?
- Jak myślicie????????????
Zapewne ktoś pomyśli , że  znowu dałam ZUS-owi zarobić :)
Ale kontakt z ludźmi jest najważniejszy , z bliskimi i prawdziwymi przyjaciółmi , którzy się o ciebie martwią , wspomagają cię nie finansowo ale sercem.
I cieszę się , że radzę sobie z wieloma rzeczami – nie mogę powiedzieć że ze wszystkim bo nie ma takiej osoby , która by tak potrafiła zrobić- musiało by jej zabraknąć zdrowego rozsądku .
A jakie są wasze pierwsze reakcje gdy widzicie kobietę łysą w czapce z daszkiem z kolorowymi kreskami na klatce piersiowej wymalowanymi jak obraz Picassa , co myślicie , że czub, skin, dziwoląg???
Odpiszcie co myślicie w takiej sytuacji?
Na dzisiaj tyle .
Pozdrowionka dla wszystkich kukających i pomyślności w tym nowym roczku.

Początek


 „Ciesz się życiem bo nie warto płakać”

 Nie smuć się gdy Ci coś nie wychodzi , gdy jesteś chory , zmęczony ,gdy wydaje Ci się, że wszystko się wali, mąż Ci daje w kość , nie pomaga Ci , wydaje się być kompletnym dupkiem – bo nie warto . Ciesz się gdy możesz wygrać z chorobą , masz dzieci zdrowe i możesz powiedzieć , że mimo wszystko życie jest piękne tylko za krótkie , możesz pracować i kochać to co robisz.